Miesięcznik Foto należy do opiniotwórczego stowarzyszenia wydawców prasy fotograficznej TIPA (Technical Image Press Association)
TIPA
Strona główna Fotoreportaż Uliczne medytacje Tomasza Klubowskiego
sobota, 19 sierpnia 2017

Uliczne medytacje Tomasza Klubowskiego
niedziela, 31 sierpnia 2014 13:58    Drukuj Email

Fotografia uliczna nie jest niczym nowym. Odkąd aparat stał się przenośny, towarzyszył sytuacjom, których trudno było szukać we wnętrzach. Ośmieleni łatwością, z jaką – szczególnie dzisiaj – przychodzi utrwalać obraz, fotografowie wylegli na ulicę, rejestrując prawdę o nas. Tylko nielicznym jednak udaje się nią zainteresować oglądających. Jak to zrobić? Przeczytajcie wskazówki Tomasza Kulbowskiego.

Co?

Czym naprawdę jest fotografia uliczna? Niefortunne słowo na „u” jest źródłem wielu nieporozumień i dyskusji na temat: co jest, a co nie jest streetem. Dosłowne traktowanie tej nazwy nie ma większego sensu, bo muzyka poważna bywa także bardzo niepoważna. Nazwa przyjęła się i za późno na jej zmianę – grunt, że pozwala nam się określać, organizować, przeglądać zawartość księgarń i Internet w poszukiwaniu interesujących treści. Osobiście traktuję ulicę w nazwie symbolicznie. Jest dla mnie kryptonimem przestrzeni publicznej – naturalnego habitatu tak zwanego nowoczesnego człowieka. Miast, miasteczek, wsi, sklepów, galerii handlowych, plaż, przystanków, pociągów, bazarów, restauracji... A także ulic.

tomasz klubowski 1

Fot.Tomasz Klubowski. Millenium Bridge, 2010. Lubię przyglądać się jednostkom w tłumie, szukać przejawów indywidualizmu w masie dużego miasta.

Tematyka jest równie dowolna co miejsce, ale dla mnie w centrum zainteresowania zawsze znajduje się człowiek, nawet jeśli nieobecny bezpośrednio na zdjęciu. Lubię określenie „fotografia humanistyczna”, bo dobrze oddaje intencje stojące za moimi zdjęciami – pokazywanie istoty ludzkiej w codziennych rytuałach i wydobywanie z ich pozornej błahości czegoś specjalnego i niepowtarzalnego. Staram się nie ingerować swoją obecnością w to, co widzę i fotografuję. Interesuje mnie rzeczywistość sama w sobie, a nie ta będąca reakcją na moją obecność.

Schemat powstawania zdjęć ulicznych ma swoje zasady, ale jest dość liberalny – uważam, że w streecie dużo wolno. W moim portfolio są kadry, które w reportażu poleciałyby od razu do kosza. Zasady kompozycji są elastyczne, więc czemu ich nie ponaciągać? Fotografia uliczna świetnie się do tego nadaje i pozwala na spory margines beztroski, co z kolei nieźle pobudza kreatywność.

tomasz klubowski 2

Fot.Tomasz Klubowski. City, 2009. Człowiek przede wszystkim, ale niekoniecznie dosłownie. Czasem obecny tylko poprzez ślad, jaki zostawia w otoczeniu.

Dlaczego?

Fotografia uliczna spełnia ważną, choć często ignorowaną funkcję. Jest bardzo wartościowym źródłem informacji o emocjonalnym i materialnym stanie cywilizacji. Traktuję fotografów ulicznych jak archiwistów – gdyby nie oni i wszystkie wydeptane przez nich kilometry, jaki obraz pozostałby po naszych czasach? Katastrofy, konflikty i tragedie z jednej strony, piękni, uśmiechnięci ludzie w drogich ciuchach z drugiej, a do tego parę milionów autoportretów „z łapki”, zalewających serwisy społecznościowe. One oczywiście też są potrzebne, ale albo pokazują sytuacje ekstremalne, albo nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością – są upozowane, podrasowane, wyprodukowane. Owszem, relacjonują i ilustrują wydarzenia oraz aktualne trendy, ale ducha czasów lepiej pokazuje codzienność i to, co dzieje się pod jej powierzchnią. A kto pokaże to lepiej niż streetowcy?

Z drugiej strony, street ma w sobie sporo z lajfstajlu – nie uprawia się go okazjonalnie. Najlepsze efekty przynosi regularnie pielęgnowany i traktowany jako pasja albo nałóg. Coś, od czego nie możemy się opędzić, o czym myślimy codziennie, co reguluje rytm naszego dnia i nocy, nie pozwala nam wyjść z domu bez aparatu i dzięki czemu nigdy nie nudzimy się, czekając na przystanku.


Gdzie?

Bardzo ważne jest zestrojenie się z przestrzenią, odnalezienie jej rytmu i charakteru. Dlatego lubię wracać w znane miejsca – lepiej poznawać ich potencjał, dynamikę, to, jak zmieniają się o rożnych porach dnia czy roku. Dzięki temu łatwiej jest przewidywać, co ciekawego i gdzie możne się wydarzyć. Jednocześnie staram się nie eksploatować tych samych miejsc zbyt długo, żeby uniknąć rutyny, powtarzania się; po to, by zachować świeże spojrzenie.

Moim ukochanym streetowym placem zabaw pozostaje Londyn, gdzie, mieszkając przez pięć lat, zainteresowałem się fotografią uliczną jako sposobem na poznawanie i rozumienie nowego dla mnie miejsca. Mam tam swoje ulubione punkty, które wciąż zaskakują mnie nowymi historiami: Soho, City, South Bank, Brick Lane. Spędziłem w Londynie łącznie setki dni z aparatem i czuję się tam pewnie i komfortowo, co nie jest niezbędnym warunkiem do zrobienia udanych zdjęć. Zdarzało mi się odwiedzać miejsca, w których od pierwszego momentu wszystko „zaskakiwało” – światło, ludzie, architektura, przestrzeń.

Oczywiście, zatłoczone ulice są zdjęciowym pewniakiem i miejscem notorycznie eksploatowanym przez fotografów ulicznych, ale potencjału nie brakuje też przedmieściom czy prowincjom, z ich nieco oniryczną atmosferą, inną architekturą, większą ilością wolnej przestrzeni i zieleni.

tomasz klubowski 3

Fot.Tomasz Klubowski. Sydney Opera House, 2011. Ciekawa, ale prosta kompozycja została zamieniona w udane zdjęcie i dopełniona przez „bonusową” mewę.

Przyciągają mnie też miejsca odwiedzane przez turystów. Sam nie jestem zwolennikiem tak zwanej turystyki zorganizowanej, ale samych turystów traktuję jak ciekawą subkulturę i wdzięczny obiekt obserwacji. Poruszają się często w dużych, kolorowych grupach, wyróżniają się z tłumu i jednocześnie są podobni do siebie, skądkolwiek przybywają. Podobnie atrakcyjne są dla mnie galerie i muzea – od pewnego czasu to, czy można w nich robić zdjęcia, interesuje mnie bardziej niż same ekspozycje.

tomasz klubowski 4

Fot.Tomasz Klubowski.Tower Bridge, 2010. Chwilowa symetria, dwie sekundy później było już po tej scenie. Instynkt ponad namysł.

Jak?

W fotografii ulicznej z łatwością możemy dostrzec pewne reguły gry – motywy i zabiegi eksploatowane przez wielu fotografów. Mamy między innymi układanki elementów – symboli, portrety „z ukrycia”, zsynchronizowane kroki i inne choreografie tłumu, anegdoty, odbicia w szybach, gry cieni, zabawy z perspektywą i tak dalej. W moim przypadku przodują układanki – kadry, w których naczelną zasadą jest kompozycja, wzajemny układ elementów i interakcja między nimi. Lubię porządek w kadrze, gdy wszystkie klocki są na swoim miejscu, bo w innym nie mogłyby być, gdy po zamknięciu wycinka rzeczywistości pojawia się w nim nowa kombinacja i nowe znaczenie, nowa anegdota.

Poza układankami stosuję szereg streetowych trików – lubię wypatrywanie odbić w szybach (streetowa klasyka), mnożenie w ten sposób warstw, zderzanie przestrzeni. Lubię też poszukiwanie mocnych cieni i kontrastów jakie tworzą – światło lub jego brak organizują przestrzeń w całość i często opowiadają swoje własne historie. Miejskie reklamy to kolejny trik o dużym potencjale, w którym jednak łatwo wpaść w banał i powtarzanie się. Kreatywne wykorzystanie wszechobecnej w przestrzeni publicznej reklamy w fotografii ulicznej to także świetne ćwiczenie z patrzenia, a dla mnie – jedyne uzasadnienie tego wizualnego bałaganu w naszych miastach.

tomasz klubowski 5

Fot.Tomasz Klubowski. London Wall, 2010. Mocne cienie, geometryczne kształty i linie, a do tego wisienka na torcie w postaci pomarańczowych elementów.

Wspominam tylko o wybranych trikach czy strategiach. Jest ich znacznie więcej. Uważam je za podstawowe narzędzie pracy fotografa ulicznego – ważniejsze niż aparat i tak samo ważne jak wygodne buty, które są nieodzowne, jeśli chcemy te narzędzia doskonalić. I jeszcze trzeci składnik – czas. Zauważyłem, że najlepsze efekty przynoszą dłuższe spacery z aparatem. Przez pierwszą godzinę dostrajam się do miejsca, wchodzę w rytm wyznaczany kolejnymi klapnięciami migawki. Potem nie ma już nic oprócz skupionego skanowania ulicy wzrokiem, przełączania się pomiędzy różnymi planami, swobodnego mieszania ich, układania elementów, plam światła lub cieni. Widzę w tym skupionym wpatrywaniu się sporo podobieństw do medytacji – nie mam wtedy w głowie nic innego, oprócz tego, co właśnie widzę. Przy fotografii ulicznej staram się więcej działać, niż myśleć – opieram się na instynkcie i refleksie. Ta kombinacja w połączeniu z otwartością na otoczenie często daje lepsze efekty niż niejedna wystudiowana aranżacja. Chyba dlatego trochę straciłem wiarę w pozowaną i ustawianą fotografię – do pięt nie dorasta rzeczywistości.

Można spotkać się z opiniami, które sprowadzają fotografię uliczną do ślepego przypadku i szczęścia, ale dla mnie przypadek nie istnieje, a szczęście – powtarzając za Martinem Parrem – jest w pełni zasłużone. Wydreptane, wyczekane i wypatrzone.

Tekst i zdjęcia: Tomasz Kulbowski
www.kulbowski.com

 

 

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
Joomla Templates and Joomla Extensions by JoomlaVision.Com

( 0 Votes )
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież