Miesięcznik Foto należy do opiniotwórczego stowarzyszenia wydawców prasy fotograficznej TIPA (Technical Image Press Association)
TIPA
Strona główna Cyfrowe lustrzanki Canon EOS 1000D - test
środa, 19 grudnia 2018

Canon EOS 1000D - test
poniedziałek, 23 sierpnia 2010 21:57    Drukuj Email
1000_200

tak dużo za tak niewiele

Amatorska „tysiączka” Canona to jedna z najmniejszych, najlżejszych i najtańszych lustrzanek na rynku. Aparat ma matrycę CMOS o rozdzielczości 10 MP, zaopatrzoną w system automatycznego czyszczenia, tryb Live View oraz wiele innych funkcji, które w tej klasie sprzętu były jeszcze kilka lat temu nie do wyobrażenia.
Jak się fotografuje tanim EOSem 1000D i jakie uzyskuje rezultaty? Sprawdźmy.

 

3

ISO 800 NR

ISO 1600 NR

ISO 600 NR OFF

Przy użyciu funkcji redukcji szumów wysokich czułości bez problemu zaakceptujemy zdjęcia wykonane przy ISO 1600. Jeśli na dużych formatach zdjęć w ogóle dostrzeżemy szumy, to będą one miały naturalny, monochromatyczny wygląd. Może się jednak okazać, że nie warto korzystać z funkcji redukcji zakłóceń, bo kolorowych kropek wcale nie widać, a wtedy – bez monochromatycznego ziarna – tony średnie i ciemne są gładsze, ich kolory mają lepsze nasycenie i są wierniejsze, jak np. w naszym przykładzie kremowa ściana wieży zamku w Pułtusku.
Canon EOS 1000D, obiektyw EF-S 18-55 mm f/3,5-5,6 IS, ekspozycja 1/180 s, f/11, czułość ISO 400, balans bieli – automatyka, profil parametrów obróbki obrazu (Picture Style) Standard, funkcja redukcji szumów wysokich czułości (NR) włączona. Fragmenty zdjęć: 100%, 1:1, 300 dpi.

Sterowanie i ergonomia

Aparat ma wyjątkowo mały i lekki korpus, dzięki czemu bez problemu można go ze sobą zabrać niemal wszędzie – prawie tak, jak tradycyjny kompakt. Plastikowa konstrukcja została wykonana solidnie, ale ma oczywiście mały i cienki uchwyt. Tylko z przodu pokryto go materiałem antypoślizgowym, za to z tyłu – dość porządnie wyprofilowano. W sumie chwyt aparatu jest pewny, ale naprawdę wygodnie podczas fotografowania może on leżeć tylko w małych dłoniach. Osobom mającym duże dłonie dyskomfort sprawia obsługa ważnego przycisku pamięci pomiaru światła, bowiem wymaga znacznego przesunięcia kciuka w prawo, a nawet nieco w dół. Jeszcze większe zastrzeżenia wzbudza operowanie leżącym po lewej stronie kciuka przyciskiem korekcji ekspozycji/doboru przysłony w trybie ręcznym. Ulokowano go zbyt blisko celownika, w miejscu normalnie zasłanianym nosem. Gdy więc chcemy korygować ekspozycję, czy wybierać przysłonę patrząc w celownik aparatu, należy odsunąć od niego oko. Co prawda amatorom, do których aparat jest adresowany, takie ograniczenia, będące zresztą logicznym następstwem małych gabarytów i niskiej ceny aparatu, zupełnie nie przeszkadzają. Z reguły bowiem rzadko używają funkcję pamięci pomiaru światła, a korekcję ekspozycji, czy też przysłonę, wprowadzają patrząc nie w celownik aparatu, a na jego monitor. Natomiast fotografom zaawansowanym i tym o dużych dłoniach, EOS 1000D oferuje bardzo dobre rozwiązanie wymienionych niedostatków ergonomii. Do aparatu dostępny jest opcjonalny uchwyt zasilający, który wygodnie wydłuża chwyt aparatu sprawiając, że obsługa przycisku pamięci pomiaru światła staje się już zupełnie wygodna, a fotografowanie w orientacji portretowej – wprost komfortowe. Akcesorium ma bowiem swój dodatkowy solidny uchwyt oraz zdublowane obydwie wspomniane kontrolki.

Na uchwycie EOSa 1000D nie ma czujnika podczerwieni, aparatu nie można więc wyzwalać – w odróżnieniu do nieco droższych lustrzanek amatorskich Canona – z pilotów Remote Controller RC-1 i RC-5. W zestawie handlowym aparat jest natomiast dostępny ze znacznie lepszym od poprzednika, stabilizowanym zoomem standardowym EF-S 18-55 mm f/3,5-5,6 IS.

Co ważne, amatorska konstrukcja daje nam bezpośredni dostęp do czułości ISO (oddzielny przycisk na korpusie), a jej wartość jest na stałe wyświetlana w celowniku. Przy pomocy pozostałych kontrolek rozmieszczonych na korpusie mamy też bezpośredni dostęp do praktycznie wszystkich funkcji podstawowych, podczas gdy jakość obrazu można przydzielić przyciskowi SET lub pozostawić w menu, które zawsze otwiera się na ostatniej odwiedzanej pozycji. Lustrzanka dysponuje też funkcją Moje menu, która na jednej tablicy pozwala zgromadzić do sześciu wybranych funkcji aparatu, także indywidualnych. Wtedy dostęp do nich jest błyskawiczny. EOS 1000D nie ma – tak jak znacznie wyżej plasowany EOS 500D – panelu szybkich, bezpośrednich nastaw. Zmiany parametrów, funkcji i trybów dokonujemy tradycyjnie przy pomocy dedykowanych przycisków i przyporządkowanych im krótkich tablic menu. Wyświetlane są one na monitorze pełniącym wtedy funkcję tradycyjnego panelu nastaw.

2,5-calowy monitor pełni dodatkową funkcję panelu kontrolnego, który można nawet wyświetlać w jednej z czterech wersji kolorystycznych! Zmian ustawień aparatu dokonujemy za pośrednictwem przycisków na korpusie, akceptując modyfikacje tradycyjnie kontrolką SET. Przycisk korekcji ekspozycji/doboru przysłony w trybie ręcznym położony jest blisko wizjera, co utrudnia fotografowanie zaawansowanym, chcącym dokonywać takich zmian z przyłożonym doń okiem. Pod wizjerem nie ma też czujników automatycznie wyłączających panel kontrolny po zbliżeniu oka do celownika (są one w droższych modelach), widzimy za to całkiem porządnie wyprofilowany z tyłu uchwyt aparatu.

Monitor i celownik

Jak na obecne czasy monitor jest dość mały – przekątna wynosi „zaledwie” 2,5 cala. Daje natomiast porządny, wierny kolorystycznie, jasny i klarowny obraz. Rozdzielczość wynosi 230 000 punktów – również wydaje się niska, ale w pełni wystarcza nawet do maksymalnego, 10-krotnego powiększania fragmentów zdjęć. Mają one przecież niewygórowaną rozdzielczość 10 MP. Reprodukcja szczegółów i ocena ich ostrości na monitorze EOSa 1000D jest więc absolutnie satysfakcjonująca. Z kolei celownik tak taniej lustrzanki musi być dość mały i stosunkowo ciemny, ale amatorzy zapewne nie będą na to nawet zwracać uwagi. Pod celownikiem obok czułości i pozostałych klasycznych informacji, wyświetlane jest także ważne ostrzeżenie o aktywacji trybu zdjęć czarno-białych.

Obok pokrętła głównego znajduje się przycisk doboru czułości ISO. Zmieniane wartości widoczne są w celowniku i na panelu kontrolnym, a ich wybór następuje w wygodnym obiegu kołowym („pętla”). Po naciśnięciu przycisku, zmian wartości dokonujemy pokrętłem głównym – szczególnie wygodne, gdy aparat trzymamy przy oku – lub przyciskami kierunkowymi góra/dół (wybór ISO na panelu kontrolnym). Wybranej wartości nie trzeba potwierdzać przyciskiem SET i jest ona na stałe wyświetlana w celowniku i na panelu kontrolnym. Od góry widzimy też jak cienki jest uchwyt aparatu tej klasy.

Autofokus

Celownik pokazuje też 7 punktów AF, z których centralny jest krzyżowy do jasności optyki f/5,6. Rozkład punktów pokrywa większą część kadru, więc przy stosunkowo małej ich liczbie pomiędzy punktami występują dość spore dziury czułości. Mimo to, w automatyce punkty wybierane są dość skutecznie, z priorytetem nastawienia ostrości dla najbliżej położonych obiektów, najjaśniejszych czy najbardziej kontrastowych. Oczywiście rezultaty możemy kontrolować samodzielnie, ręcznie wybierając dowolny z punktów, łącznie z najskuteczniejszym w każdych warunkach czujnikiem centralnym. W trybie Live View autofokus pracuje w tradycyjnym trybie szybkim (detekcja fazy) lub w trybie znanym z aparatów kompaktowych (detekcja kontrastu). W tym pierwszym nastawianie ostrości przebiega z wykorzystaniem siedmiu wspomnianych punktów i jest tradycyjnie szybkie, ale na chwilę z monitora znika obraz. W drugim trybie dysponujemy tylko pojedynczą ramką nastawiania ostrości, ale możemy ją umieścić przy pomocy przycisków kierunkowych niemal w dowolnym miejscu przeważającej części kadru. Ostrzenie jest wolniejsze, ale bardzo precyzyjne i w jego trakcie obraz pozostaje przez cały czas widoczny na monitorze.

11

Funkcja automatycznej optymalizacji jasności obrazu potrafi między innymi rozjaśniać nieco cienie planów, do których nie sięgnęłoby światło wbudowanej lampy błyskowej. Aby w tak „wyciągniętych” cieniach na dużych formatach zdjęć nie pojawiały się szumy, warto jednocześnie korzystać z funkcji ich redukcji, standardowo przeznaczonej dla wysokich czułości.
Canon EOS 1000D, obiektyw EF-S 18-55 mm f/3,5-5,6 IS, ekspozycja 1/30 s, f/11, czułość ISO 100, balans bieli – automatyka, profil parametrów obróbki obrazu (Picture Style) Krajobraz, funkcja redukcji szumów wysokich czułości (NR) włączona.
 

Funkcje zaawansowane

EOS 1000D dysponuje wieloma funkcjami rodem z nowoczesnych, zaawansowanych EOSów. Obok wymienionego już trybu Live View, automatycznego bądź ręcznie wymuszanego przez użytkownika czyszczenia matrycy, a także tablicy Moje menu, mamy jeszcze możliwość sterowania zewnętrzną lampą błyskową, a także 12 funkcji indywidualnych. Wśród nich znajduje się redukcja szumów występujących przy wysokich wartościach ISO oraz automatyka optymalizacji jasności i kontrastu zdjęć. Oczywiście lustro można zablokować w górnym położeniu, a także przeprogramować działanie spustu migawki i przycisku pamięci pomiaru światła (oddzielenie nastawiania ostrości od spustu migawki), a nawet dodawać do zdjęć dane identyfikacyjne służące do weryfikacji czy zdjęcia nie były poddane jakiejkolwiek manipulacji cyfrowej. Samowyzwalacz – poza tradycyjnym opóźnieniem 10 s i 2 s – pracuje też w trybie ciągłym, z programowaną liczbą zdjęć od 2 do 10. Oznacza to, że po odliczonym czasie aparat wykona nie tylko jedno, a więcej zdjęć – w odstępach około 1-sekundowych. Fotografując w ten sposób grupę niespodziewających się takiego działania ludzi, można po pierwszym pozowanym zdjęciu uchwycić na kolejnych ich bardziej naturalny, niepozowany już, czy wyreżyserowany, wygląd.

55

W trybie Live View łatwo można fotografować z niekonwencjonalnych pozycji, uzyskując atrakcyjne punkty widzenia – przy tym zdjęciu na przykład aparat trzymałem nisko przy ziemi obserwując obraz na monitorze. Dodatkowo, pierwszoplanową armatę rozjaśniłem błyskiem flesza wbudowanego w aparat.
Canon EOS 1000D, obiektyw EF-S 18-55 mm f/3,5-5,6 IS, ekspozycja 1/180 s, f/11, czułość ISO 400, balans bieli – automatyka, profil parametrów obróbki obrazu (Picture Style) Krajobraz, tryb Live View, wbudowana lampa błyskowa, bez korekcji błysku.
 

56

Jak pokazuje to zdjęcie, zbyt mała korekcja żółtego światła żarowego w systemie balansu bieli Canonów ma także swoje zalety. Pozostawia bowiem „ciepłą” atmosferę i naturalny wygląd na zdjęciach wykonywanych w wyjątkowo trudnym, mieszanym oświetleniu żarowo-dziennym. Wtedy oświetlone przez okna partie obrazu nie wychodzą na zdjęciach przesadnie niebieskie (ściana za oknem, drugie pomieszczenie, czy zwisające ze stołów obrusy). Canon EOS 1000D, obiektyw EF-S 18-55 mm f/3,5-5,6 IS, ekspozycja 1/45 s, f/4, czułość ISO 1600, balans bieli – „żarówki”, profil parametrów obróbki obrazu (Picture Style) Standard, funkcja redukcji szumów wysokich czułości (NR) włączona.

Jakość zdjęć

10-megapikselowa matryca CMOS taniego EOSa 1000D nie daje zdjęć ogromnych rozmiarów – jednak 32,92 x 21,95 cm przy 300 dpi to aż nadto dla amatorów, i nie tylko dla nich. Jakość zdjęć jest bardzo wysoka. Podobnie jak w znacznie droższych EOSach kolory są wierne i nasycone, a poziom szumów wyjątkowo niski. Te ostatnie na prawidłowo naświetlonych zdjęciach podanych wyżej rozmiarów nie sprawiają żadnych problemów we wrażliwych na nie tonach średnich i cieniach przy czułości ISO 800 i spokojnie dają się tam zaakceptować przy maksymalnej wartości ISO 1600. Gdy nie ma potrzeby poddawania zdjęć znacznym korekcjom tonalnym czy kolorystycznym – w szczególności na powiększeniach formatów mniejszych od A4 (29,7 x 21 cm) – o szumach przy ISO 1600 można w ogóle zapomnieć!

57

Moduł systemu automatycznego czyszczenia matrycy EOSa 1000D – operacja ta dokonywana jest przy pomocy drgań ultradźwiękowych.

Oczywiście dostępna jest jeszcze funkcja redukcji takich zakłóceń. Jeśli ją włączymy tradycyjne dla Canonów kolorowe szumy (różnobarwne kropki) zamienią się na monochromatyczne (kropki jednego koloru). Tony nie będą już tak gładkie, ale szumy monochromatyczne wyglądają bardziej naturalnie od różnobarwnych, bo przypominają analogowe ziarno błon fotograficznych. Dlatego też funkcję redukcji szumów występujących przy wysokich wartościach ISO można mieć włączoną na stałe. Będzie nawet skuteczna przy niższych czułościach matrycy, bo zmniejszy szumy w cieniach. Jednak uwaga – funkcja ta ma swój wpływ na reprodukcję kolorów. Minimalnie bowiem obniża ich nasycenie i wierność. Do tego w EOSie 1000D wraz z aktywacją funkcji redukcji szumów poważnie zmniejsza się maksymalna szybkość zdjęć seryjnych, która normalnie wynosi 3 klatki/s, wyłączony też zostaje autobracketing balansu bieli. Jeśli więc nie planujemy wykonywania dużych powiększeń, czy też poddawania zdjęć znacznym korekcjom tonalnym i/lub kolorystycznym, lepiej zrezygnować z użycia funkcji redukcji szumów wysokich czułości. Zresztą w ustawieniu domyślnym (fabrycznym) pozostaje ona wyłączona.

22

Poczet Królów Polskich na pułtuskim zamku fotografowałem w świetle żarowym, z adekwatnym, predefiniowanym ustawieniem balansu bieli. Jednak zgodnie z charakterystyką systemu balansu bieli Canonów zdjęcie wciąż miało jeszcze lekką żółtą dominantę. Równoległe zarejestrowanie go w RAWie – taką możliwość także ma amatorski EOS 1000D – pozwoliło wydobyć prawidłowe kolory podczas obróbki pliku surowego. Prezentowany obok fragment tego zdjęcia w naturalnej wielkości – 100%, 1:1, 300 dpi – ujawnia jego rzeczywisty format, a także skuteczność funkcji stabilizacji obrazu obiektywu „kitowego” – ok. trzech działek EV, oraz ostrość tego zooma przy otworze względnym.
Canon EOS 1000D, obiektyw EF-S 18-55 mm f/3,5-5,6 IS, ekspozycja 1/6 s, f/4, czułość ISO 1600, balans bieli – „żarówki” (późniejsza korekcja RAWu), profil parametrów obróbki obrazu (Picture Style) Standard, funkcja redukcji szumów wysokich czułości (NR) włączona, ogniskowa 33 mm, zdjęcie „z ręki”. 

Wysoka jakość zdjęć i atrakcyjna cena

Największym atutem EOSa 1000D jest wysoka jakość zdjęć i całkiem duże możliwości fotograficzne przy wyjątkowo niskiej cenie. Aparat nie ma wyrafinowanego autofokusa, sportowej szybkości zdjęć seryjnych czy pomiaru punktowego, ale można nim robić wspaniałe zdjęcia we wszystkich sytuacjach, w których tradycyjnie fotografują amatorzy. Przy swych możliwościach (i cenie) EOS 1000D spełnia nawet oczekiwania znacznie bardziej zaawansowanej grupy fotografujących. Co prawda ergonomia wykazuje pewne niedostatki, ale są one typowe dla małych i lekkich konstrukcji, a do tego nie dla wszystkich istotne, a w razie prawdziwej potrzeby nawet „naprawialne” (uchwyt zasilający). EOS 1000D w naszym teście bez problemu zdobywa klasę „DOBRY”.

Jarosław Mikołajczuk


Aparat udostępniła firma Canon Polska.

Znacznie wygodniejszą obsługę EOSa 1000D osobom fotograficznie zaawansowanym, oraz tym o dużych dłoniach, zapewnia uchwyt do zdjęć w pionie Battery Grip BG-E5. Akcesorium ma własne kontrolki oraz znacznie lepszy uchwyt, więc fotografowanie w orientacji portretowej staje się z nim wręcz komfortowe. Jednocześnie jest to też 2-krotnie wydajniejsze źródło zasilania, bo uchwyt mieści dwa akumulatory Battery Pack LP-E5, lub sześć tradycyjnych „paluszków” AA.

Canon EOS 1000D
  • funkcje zdjęciowe waga 0.3 – 2,1 pkt
  • jakość zdjęć waga 0.4x – 3,2 pkt
  • ergonomia waga 0.15x – 1,05 pkt
  • możliwości/cena waga 0.15x – 1,5 pkt
  • SUMA: 7,85 pkt
  • OCENA DIGITAL VISION
  • DOBRY ****
Zalety
  • niska cena
  • małe gabaryty
  • wysoka jakość zdjęć
  • dobry zestaw funkcji, w tym możliwość rozdzielenia nastawienia ostrości od spustu migawki
  • szybki, bezpośredni dostęp do najważniejszych funkcji
Wady
  • niedostatki ergonomii, ewentualnie konieczność dokonania dodatkowego zakupu uchwytu zasilającego
  • niedostatki typowe dla tanich lustrzanek – prosty autofokus, niska szybkość zdjęć seryjnych, mały i ciemny celownik

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
Joomla Templates and Joomla Extensions by JoomlaVision.Com

( 24 Votes )
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież